Posłowie książki “Rozmowy z Ramaną”.

Ramana Mahariszi przez wielu jest uznawany za osobę oświeconą. Niniejszy zestaw dialogów nie tylko jednak zaznajamia czytelnika z podstawami nauczania Bhagawana, ale również pokazuje obraz jego życia i warunków, w jakich egzystował. Jest to o tyle ważne, że wypowiadane przez Śri Maharisziego tezy są dostosowane do światopoglądu pytającego, a niekoniecznie przedstawiają stanowisko samego Ramany. Często odnosi się on do panujących w Indiach, ale i nie tylko, poglądów, objaśniając zarówno Wedy, jak i biblię. Rozważania te kwitowane są jednak zazwyczaj stwierdzeniem, że dywagacje takie mają użyteczność jedynie w dialektyce, natomiast dla Oświecenia są bezwartościowe. Jest to o tyle znaczące, że preferowaną metodą nauczania Maharisziego było milczenie [mouna], a nie dyskusja. Analizując owo milczenie Ramany, a właściwie świadomie wyciszając jego dialogi, można zaobserwować nastawienie Mistrza, które emanuje spoza słów, dając znacznie pełniejszy obraz jego praktyki.

Święte teksty buddyjskie przez dwa i pół tysiąca lat uległy wielu transformacjom. Funkcjonowały przez pierwszych kilka stuleci niemal wyłącznie w formie przekazu ustnego, zanim zostały spisane i powielone przez skrybów. W tym czasie materiał rozrósł się do niebotycznych wręcz rozmiarów, obrastając szeregiem legend, przeinaczeń i dopowiedzeń, które w istotny sposób zmieniły oryginalny przekaz. Nie inaczej sprawa ma się z chrześcijaństwem, które uformowane zostało w dość niekorzystnych dla żydowskich wierzeń warunkach. Katoliccy skrybowie tworzyli pod presją Rzymian, notabene niezwykle niechętnych Żydom, redagując tekst w sposób dla zaborców akceptowalny. Rozumienie nauk Jezusa czy Jana Chrzciciela podyktowane było także tradycjami pogańskimi, które w znaczącym stopniu przesiąknęły do obecnej doktryny religijnej. Rozumienie wiary zastrzeżone jest więc jedynie dla wnikliwych badaczy, którzy trzeźwo przeanalizują materiały historyczne oraz prześledzą sposób formowania się danej religii, analizując wpływy, jakim na przestrzeni wieków ona ulegała.

Biorąc powyższe pod uwagę, Rozmowy z Ramaną Mahariszim stanowią diament w koronie materiałów badacza. Dialogi były spisywane na bieżąco, opublikowano je niemal bez żadnej korekty. Stanowią więc niezwykle cenne źródło wiedzy o sposobie widzenia świata przez osobę Oświeconą, a także o prowadzonym przez nią życiu. Stanowi więc nieocenione źródło wiedzy, pozwalające zajrzeć bezpośrednio pod podszewkę duchowości.

Brak nauczania

Czy są to nauki Buddy, Sokratesa, Jezusa, czy Ramany – wszystkie one zachowują pewną zgodność, przedstawiając tę samą Prawdę, lecz z nieco odmiennej perspektywy. Co jest znamienne, wszyscy ci Mistrzowie nauczali właśnie poprzez dialektykę, uważając dialog z pytającymi za podstawową formę przekazywania treści. Żaden z powyższych myślicieli samodzielnie nie formułował swoich nauk z myślą o potomnych, uważając takie wysiłki za bezzasadne. Wszystko jest bowiem jedną Jaźnią, zwaną Bogiem lub Świadomością. Wykładanie nauk byłoby próbą uczenia samego źródła, które jest genezą wszelkiej wiedzy, korygowaniem samego Boga, wskazywaniem Jaźni na samą siebie. Gdy już zostanie osiągnięty poziom Jedności Jaźni, nauczanie kogokolwiek staje się koncepcją wręcz idiotyczną. Dlatego formułowanych dla szerokiego odbiorcy nauk nie znajdziemy u Oświeconych. Nie zabiegali oni także o uczniów, odpowiadając jedynie na pytania, na dodatek jedynie w przypadku, gdy zostali o to wyraźnie poproszeni. Na pewno nie było w nich chęci uzdrawiania świata, który jest wszak jedynie fatamorganą umysłu.

Brak imperatywu nauczania jest znamienny dla najznamienitszych osobowości świata. Sokrates nauczał mimowolnie, gdy jego uczniowie sami się o owe nauki dopominali. Dopiero Platon, wykorzystując wiedzę Mistrza, założył regularną szkołę, w której świadomie raczył dzielić się swoją wiedzą z innymi. Podobnie postępował i Budda. Celem, jaki stawiał swoim towarzyszom, było osiągnięcie Oświecenia, a nie zakładanie przez nich szkół czy kościołów. Choć zapewne był osobą piśmienną, nie pozostawił po sobie żadnych własnoręcznie zredagowanych nauk. Nie ustanowił także żądnego następcy, sugerując jedynie, by ćwiczyć dyscyplinę moralną i fizyczną, która doprowadzić ma do Oświecenia: „Jakąkolwiek Dhammę i Winaję wskazałem i wypowiedziałem dla was, będzie ona dla was Nauczycielem, kiedy ja już odejdę.” (Mahaaparinibbaana Sutta, D.16)

Ludzka słabość do rządzenia wraz z chęcią utrzymania jedności Kościoła doprowadziły do hierarchicznego podziału w chrześcijaństwie. Próżno jednak szukać takiej legislacji w naukach Jezusa lub Jana Chrzciciela, którzy także nie ustanowili swoich następców. Badając ewangelie kanoniczne i pisma apokryficzne, można dojść do wniosku, że nauki obu dążyły do Wyzwolenia osób, z którymi mieli oni kontakt bezpośredni. Głoszenie Dobrej Nowiny zakłada zwrócenie uwagi na ludzkie wnętrze, daje nadzieję na wieczne szczęście, Królestwo Niebieskie, które jest na wyciągnięcie ręki: „Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.” (Mt 24, 34-35).

Ramana Mahariszi także nie ustanowił swojego następcy. Choć wielokrotnie był o to indagowany, odmawiał uznania kogokolwiek za takowego. Sam siebie także nie nazywał nauczycielem, ani tym bardziej mistrzem. Nigdy nie sugerował, że jest guru, wskazując, że ewentualny guru jest zawsze projekcją własnej Jaźni i należy szukać go we własnym wnętrzu.

Porzucenie

Choć istnieją drobne różnice w poglądach, większość ryszich żyła podobnie. Takimi podobieństwami są porzucenie dóbr materialnych i swoich rodzin, wędrowny tryb życia, celibat itd… Ramana Mahariszi wyraźnie akcentuje, że porzucenie jest konsekwencją przebudzenia. Budda porzucił pałac, swoją młodą i piękną żonę oraz nowo narodzonego syna, odchodząc w bezdomność i żebractwo. Jezus uczynił podobnie. Wraz z grupą towarzyszy podróżował po Izraelu, korzystając z ofiarności ludzi dobrej woli. Ramana porzucił dom, udając się na wzgórze Arunaczala, po drodze wyrzucając resztki posiadanej gotówki. Jak się dowiadujemy z procesu w drugim tomie Rozmów, Ramana nie przyjmował pieniędzy, ani też ich nie używał do końca swojego życia. Podobna praktyka narzucana jest mnichom buddyjskim. Ślubują oni nie przyjmować żadnych dóbr materialnych, za wyłączeniem żywności i szat (co jest jednak także obłożone licznymi restrykcjami). Nie używanie pieniędzy jest podstawową praktyką buddyjską.

Czy aby jednak jest to tylko zasada buddyjska?!: „Łatwiej jest wielbłądowi1 przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego.” (Mt 19: 24) – nawoływał Jezus swoich uczniów. „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.” – dodaje kilka strof dalej. W „mamonie”, która w języku aramejskim jest synonimem bogactwa, widział on niesprawiedliwość, zepsucie, iluzję i bałwochwalstwo. „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?” (Mt 6: 26) – dopytywał, wskazując ścieżkę praktyki. Porzucenie leży więc u samych podstaw chrześcijaństwa.

Pierwsi chrześcijanie podążali właśnie taką drogą praktyki. Wyzbywszy się swoich majątków, wchodzili na ścieżkę umiarkowanej ascezy. Taką samą filozofię proponował swoim naśladowcom Budda. Jej warunkiem jest odejście z domu, porzucenie bogactw, a nawet wystrzeganie się jakiegokolwiek gromadzenia ich. Praktyka buddyjska leży również w słowach Jezusa, porównującego wolność człowieka do ptasiej wolności. Taki sam przekaz znajdziemy także u Ramany, który twierdzi, że porzucenie jest naturalną konsekwencją praktyki. Osoba Oświecona nie widzi własności, a cały świat jest do jej wyłącznej dyspozycji. Jakikolwiek podział na przedmioty posiadane i nieposiadane jest więc absurdalny.

Ubóstwo

Porzucenie było pierwszym aktem praktyki Bhagawana. Ostatnich kilka rupii wyrzucił po dotarciu do Tiruvannamalai. Do końca życia nie używał pieniędzy, ani w żaden sposób nie próbował ich zdobywać, twierdząc, że ich nie potrzebuje.

Praktyka ubóstwa jest także jedną z podstawowych w buddyzmie. Mnich porzuca wszelką własność. Jego posiadanie ograniczone jest do szaty i miski żebraczej. Szereg wskazań kieruje buddystę, by ten nauczył się żyć bez używania pieniędzy, ani nie gromadził żadnych bogactw.

Nie inaczej sytuacja wygląda w chrześcijaństwie: „Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.” (Mt 19: 21-22) Chrystus wymagał od wyznawców tego samego, co Budda wymagał od swoich.

W aśramie Ramany do tej pory nie przywiązuje się wagi do posiadania. Posiłki wydawane są każdemu głodnemu, niezależnie od stanu jego majętności. Bez względu na swoją zamożność, stanowisko, klasę społeczną – wszyscy traktowani są równo. Mieszkańcy aśramu, co można wyczytać pomiędzy wierszami niniejszych Rozmów, tworzą komunę, w której dzielą się ze sobą wszystkim, co mają.

Pierwsi chrześcijanie także praktykowali własność wspólną i ascetyczne korzystanie z dóbr materialnych. Wśród swoich członków znieśli własność prywatną. Wspólne życie, na które się decydowali, było często naznaczone skrajnym ubóstwem. „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby”. Taki obraz gmin chrześcijańskich znajdujemy na początku Dziejów Apostolskich (Dz 2: 44-45). Choć dzisiejszy, opływający bogactwem obraz Kościoła daleki jest od ideału malowanego w Nowym Testamencie, ubóstwo stanowiło nieodłączny element, można rzec konieczny, nowej religii. Praktyka wczesnych chrześcijan bazowała więc na wspólnocie Kościoła, niczym buddyści bazują na Sandze, w której do tej pory praktykowana jest wspólnota majątkowa.

Celibat

Innym ważnym elementem, na który warto zwrócić uwagę, jest zachowywanie przez Ramanę celibatu. Opuścił on dom rodzinny w wieku lat szesnastu, udając się od razu do świątyni i rozpoczynając tam swój święty żywot. Nie ślubował celibatu, gdyż osiągając oświecenie, czystość pojawiła się u niego naturalnie. Ramana zachował ją aż do końca swoich dni.

Podobną praktykę znajdziemy również u Buddy, Jezusa, Jana Chrzciciela, Mahatmy Gandhiego… Ten ostatni, pozostając w związku małżeńskim, w wieku 37 lat przestał współżyć z żoną i praktykę tę utrzymywał do końca życia. Należy więc przypuszczać, że zanik seksualności jest naturalną konsekwencją Oświecenia. Jezus i Budda nauczali, by traktować kobietę jak swoją własną córkę, siostrę lub matkę. Takie właśnie postrzeganie pojawia się po Wyzwoleniu. Współżycie przestaje być w ogóle możliwe, gdyż atrakcyjność kobiety porównywalna jest z atrakcyjnością seksualną własnej siostry, matki, bądź córki. Odbycie stosunku staje się fizycznie niemożliwe i niepożądane.

Sprawa celibatu została poruszona zarówno przez Buddę, przez Jezusa, jak i przez Ramanę. Delikatną kwestię w dużej mierze pozostawiono samym wyznawcom, choć wszyscy trzej myśliciele wskazywali na konieczność zachowania czystości. Najwyraźniej naciskał na nią Budda, który celibat ustanowił podstawowym warunkiem praktyki. Aby była ona skuteczna, zalecał utrzymywanie ścisłej dyscypliny, za odstępstwa od której usuwano ze zgromadzenia. Zasada ta jest praktykowana po dzień dzisiejszy.

Chrześcijaństwo bazuje na naukach Jana Chrzciciela, żyjącego w celibacie pustelnika i ascety. Jezus kontynuował tę, prawdopodobnie przyjętą ze Wschodu, tradycję, sam również pozostając w celibacie. Wiedząc jednak, jak drażliwa to była dla żydowskiej tradycji kwestia, ci wszak bezżenność uważali za objaw niepełnosprawności lub karę boską, a porzucenie żony za ciężki grzech, oznajmił im wybór celibatu słowami:

„Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje.” (Mt 19: 12)

Równie delikatnie do celibatu nawołuje także święty Paweł w liście do Koryntian: „Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia.” Natomiast Ramana Mahariszi wychodzi z założenia, że potrzeba celibatu samoistnie pojawi się w trakcie praktyki, więc nie należy jej w żaden sposób wymuszać. Pozostań tam, gdzie jesteś, poddaj się Jaźni lub Bogu, porzuć własną wolę, oddając ją Najwyższemu. W podobnym tonie jest zresztą cały List Pawła do Koryntian.

Stać się dzieckiem

„W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?» On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. (Mt 18, 1-5)

Bhagawan dużą wagę przykładał do transformacji, jaką musi przejść praktykant. Transformacja ta nie oznacza rozwoju w sensie rozumienia dzisiejszej psychologii, ba!, jest jej zaprzeczeniem. Według Ramany poszukiwacz powinien stać się niczym dziecko, bezbronny, uległy, pozbawiony własnej tożsamości. Droga do tego nie polega na zdobywaniu czegokolwiek, wręcz przeciwnie!, polega na porzucaniu i zaprzestawaniu.

Postać dziecka gloryfikowana jest więc przez każdego z Nauczycieli. Budda nawołuje do porzucenia ego, poddania się Sandze i wskazaniom Winaji. Oczyszczenie własnej psychiki i zyskanie dziecięcej naiwności ukazywane jest jako klucz do Wyzwolenia. Ramana dodatkowo zauważa, że postawa dziecka jest także odrzuceniem całej wiedzy, którą należy uznać za błędną. Czystość dziecięcego umysły jest wolna od iluzji maji, która to jest całym ogromem wiedzy względnej. „Wiem, że nic nie wiem” Sokratesa jest cytowane przez Maharisziego nader często. Mądrość leży w niewiedzy, w czystości umysłu dziecka. Medytacja polega na wyekstrahowaniu jednej myśli i trzymaniu się jej. Myśl ta później także zanika, pozostawiając po sobie czystą bezmyślną Błogość, będącą samą Czystą Jaźnią. Stan dziecka jest więc u Maharisziego celem, do którego należy zmierzać.

Rezygnacja z pragnień

Podstawą buddyzmu są Cztery Szlachetne Prawdy, które Budda rzekomo2 wygłosił pięciu ascetom zaraz po swoim Oświeceniu. Prawdy te są wręcz trywialne – przyczyną cierpienia są pragnienia; aby się pozbyć cierpienia, należy pozbyć się pragnień. Cała praktyka buddyjska koncentruje się więc na eliminacji chcenia i treningu silnej woli, by potrafić nad nim zapanować.

Także świadectwo Ramany dowodzi ludzkiego niezadowolenia powodowanego pragnieniami. Co znamienne, Ramana zaleca gasić pragnienia poprzez ich odpuszczanie, podobnie jak to ma miejsce w buddyzmie. Zdecydowanie odradza zaspokajanie pragnień spełnianiem swoich zachcianek, wielokrotnie przyrównując to do podlewania płomienia benzyną. Droga do wyzwolenia leży we wstrzemięźliwości, czego przykład Ramana daje własnym życiem, a nie w podążaniu za spełnianiem pojawiających się zachcianek. Nie pragnie on niczego, jest zadowolony z tego, co życie samo mu przynosi. Z nostalgią wspomina czasy, gdy nie był jeszcze sławnym mędrcem; wówczas żył wyjątkowo skromnie, siedząc na ziemi, a nie na sofie, którą nazywa humorystycznie swoim więzieniem.

„Nie pożądaj” jest najczęstszym tłumaczeniem Dziesiątego Przykazania Dekalogu, które jest szeroko rozumianym imperatywem moralnym. „Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego męskiego sługi lub żeńskiej służki, jego wołu lub osła, ani żadnej rzeczy bliźniego twego.” Starotestamentowe mocodawstwo amplifikuje Jezus: „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” (Mateusza 5: 27-30)

Jezus niezwykle restrykcyjnie podchodzi do ludzkich pragnień, kładąc wyjątkowy akcent na konieczność rezygnacji z nich. Jego nauka jest kontynuacją Dhammy Buddy, który także piętnuje pożądanie. Ramana nazywa pragnienia iluzją ego, klejem scalającym z projekcją we śnie. Rezygnacja z pragnień jest podstawą praktyki, choć i tutaj droga wiedzie nieco naokoło. Koncentracja na własnym „Ja” prowadzi do wyzwolenia. Jeśli pragniesz, sprawdź, kto jest tym, który pragnie; wówczas owo pragnienie samo znika.

Brak osądzania

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” (Łukasza 6: 37) „Czemu to widzisz drzazgę w oku brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” (Łk 6: 41) Pod kątem rezygnacji z osądzania Nowy Testament wyraża się wyjątkowo dosadnie.

Praktyka buddyjska także polega na eliminacji skłonności do osądzania. Jedną z podstawowych zasad obowiązujących buddyjskich mnichów jest wskazanie dotyczące akceptacji pożywienia ofiarowanego przez darczyńców. Niezależnie od poglądów i upodobań kulinarnych mnicha, powinien on z zadowoleniem przyjąć jałmużnę i ją skonsumować. Istnieje kilka nielicznych wyjątków, które pozwalają odmówić przyjęcia pożywienia. Jednym z nich jest ludzkie mięso, mięso surowe, słonia lub tygrysa. Choć sam Ramana zachęca do satwicznego sposobu odżywiania się, wskazuje jednocześnie, iż należy zachowywać zwyczaje kultury, w której dany człowiek przebywa. Jeśli w danym kraju serwowane jest pożywienie wegetariańskie, należy się nim zadowolić, natomiast w przypadku serwowanego w Niemczech sznycla także nie należy odmawiać zjedzenia go. Tego typu postawa odpowiada wskazaniom buddyjskim, których zadaniem jest eliminacja ego i osądzania poprzez owo ego rzeczywistości. Skłonność do roztrząsania Ramana także próbuje przekuć w praktykę, sugerując zwrócenie uwagi na samo źródło osądzania: Zobacz kto osądza, znajdź go i pozostań w nim!

Karma i reinkarnacja

Stanowisko Ramany odnoście reinkarnacji i karmy jest zbieżne ze stanowiskiem Buddy. Budda nie nauczał o karmie, ani nie nauczał o reinkarnacji. Owe zaimplementowane zostały do jego nauk w okresie późniejszym przez hinduskich naśladowców. Budda wyraźnie akcentował, że dla osoby Oświeconej karma ani reinkarnacja nie istnieją. Wyzwolenie owo następuje nie poprzez magiczne siły, lecz poprzez zrozumienie, że ich po prostu nie ma, ani nigdy nie było. Przebudzenie pozwala na widzenie świata takim, jakim jest. Nie zdobywa się niczego innego, prócz zrozumienia.

Takie samo stanowisko prezentowane jest przez Ramanę. W jego rozmowach ciągle przewija się wskazówka, żeby nie szukać reinkarnacji i karmy, lecz aby skupić się na tu i teraz. Zanim zaczniesz analizować reinkarnację, sprawdź, czy istnieje inkarnacja – napominał. Żeby można było umrzeć, najpierw trzeba żyć. Tymczasem narodzin nie ma; śmierci zatem również. Tłumacząc zawiłości duchowości gościom z Zachodu, Ramana nawiązywał często do biblii, uznając ją za źródło studiów równoważne hinduskim Wedom.

Choć karma i reinkarnacja są abstrakcyjnymi poglądami, nie mającymi fizycznej egzystencji, okazują się bardzo pomocne jako narzędzie na ścieżce prowadzącej do Wyzwolenia. Pozwalają bowiem porzucić imperatyw osądzania, cedując wymierzanie sprawiedliwości na iluzoryczną siłę, karmiczne prawo. To właśnie owa karma ma się zająć osądzaniem, człowiek więc już nie musi tego robić. Aby karma mogła mieć zastosowanie, przyjęto także koncepcję uzupełniającą: odradzania się po śmierci w nowym ciele. Nieszczęśnik, który urodził się okaleczony lub gorzej sytuowany, sam sobie jest zatem winien. W poprzednim wcieleniu, choć tego sam nie pamięta, postępował niegodziwie, czego owoce zbiera właśnie teraz. Pojęcie karmy pozwala zatem odseparować się od rzeczywistości, zakładając istnienie jej samo-regulacyjnego mechanizmu wymierzania sprawiedliwości. Prawo karmy jest pomocą w praktyce bhakti. Choć zanegowane przez samego Buddę, pozwala buddyjskim mnichom odciąć się od rzeczywistości i imperatywu interwencji w obronie uciśnionych lub niesprawiedliwie (rzekomo) poszkodowanych. Po osiągnięciu Oświecenia samoistnie zanika.

Tymczasem biblia nie uczy o reinkarnacji bezpośrednio, ba!, koncepcja reinkarnacji jest praktycznie sprzeczna z ideą Sądu Bożego i zmartwychwstania. Przebywający w niewoli babilońskiej Żydzi implementowali jednak hinduską teorię o reinkarnacji do świata swoich wierzeń, szczególnie do żydowskiej kabały. Wyrazem takiej postawy jest choćby wiara w ponowne przyjście Eliasza pod postacią Jana Chrzciciela. Wierzenia w reinkarnację i karmę były więc żywe w czasach Jezusa, szczególnie wśród esseńczyków. Według historyka Józefa Flawiusza: Faryzeusze „wierzą (…), że dusze mają moc nieśmiertelną, a ci, którzy pędzą cnotliwe lub występne życie, odbierają w podziemiu nagrodę lub karę. Dusze pierwszych mają możność powrotu do życia, drugich zaś na wieki pozostają zamknięte w więzieniu” (Dawne dzieje Izraela, XVIII, I, 3). „Każda dusza jest nieśmiertelna, ale tylko dusze dobrych przechodzą w inne ciała, dusze złych natomiast skazane są na wieczne męki”.

Niemniej jednak w religiach abrahamowych hinduska karma z reinkarnacją przyjmują formę Sądu Ostatecznego i zmartwychwstania w Królestwie Niebieskim, czyli mającym dopiero nadejść Raju na ziemi.

Królestwo Niebieskie

Ramana stawiał nauki Jezusa na równi ze swoimi, objaśniając niektóre zawiłości własnego światopoglądu cytowaniem biblii. ”Królestwo Niebieskie jest w tobie” – przypomina, powtarzając za Jezusem.

  1. (p. 32: 19 – 33: 5) Rzekł Jezus : „Gdy ci, którzy wam przewodzą powiedzą wam: „Oto królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami. Jeśli powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Bo królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami”.
  2. Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.
  1. (p. 46: 22-28) Rzekł Jezus: „Ja jestem światłością, tą, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią. Pełnia bowiem wyszła ode mnie i Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam”.

Powyższe fragmenty pochodzą z Ewangelii św. Tomasza. Należy ona do zbioru pism apokryficznych, lecz wielu uznaje ją za piątą ewangelię biblijną. Apostoł Tomasz opuścił Jerozolimę, udając się do Indii. Między innymi dlatego jego relacje znane były gorzej na rzymskim dworze i nie zaliczono jego pism do kanonu. Ewangelia Tomasza nie uległa tak wielkim ideologicznym wpływom, jak pozostałe cztery, które spisywano pod batem rzymskiego ciemiężyciela, dzięki czemu można ją uznać za najwierniejszy przekaz nauk chrześcijaństwa.

Zgodnie z powyższą relacją Królestwo Niebieskie jest wypisz wymaluj buddyjską nibbaną, jogiczną mokszą, czy wedyjską mukti. Ramana wyraźnie podkreśla, że wszystkie religie prowadzą de facto do jednego celu. Ścieżkami tymi są joga, (buddyjskie) wyrzeczenie, bhakti (oddanie bogu), dźapa (powtarzanie mantry lub odmawianie różańca w katolicyzmie) itd. Niezależnie jednak od podjętej metody, celem jest Wyzwolenie, poznanie własnej Jaźni.

Według opowieści biblijnych stworzony przez Boga człowiek, konsumując owoc z Drzewa poznania Dobra i Zła, sam siebie wyrzucił z Raju. Aby do niego powrócić, musi tylko całkowicie wyrzec się oceniania. Dobro i Zło są emanacją iluzji, złudzeniem powstałym z błędnego postrzegania rzeczywistości. Nie ma żadnego prawa naturalnego, czy też boskiego, które narzucałoby jakąkolwiek ocenę. Osobowość boska jest beznamiętna; dokładnie o tym mówi Ramana, dokładnie to samo powtarza Budda. Raj jest już tutaj i teraz, podobnie nirwana! Nigdzie nie trzeba iść, nic zdobywać. Stan Królestwa Niebieskiego osiąga się poprzez odpuszczenie.

Jesteś Bogiem!

Celem wiczara margi jest odnalezienie samego siebie [Jaźni]. Nie szukaj Boga! – wskazuje Ramana. – Bóg potrafi zająć się sobą. Sprawdź najpierw, kim sam jesteś! Gdy odnajdziesz Siebie [Jaźń], Bóg sam się znajdzie.

Odwiedzający Maharisziego Europejczycy słusznie konkludowali, że na Zachodzie odkrycie w sobie Boga spowoduje przymusową wizytę w szpitalu psychiatrycznym. Takie stwierdzenie w Indiach wywołuje natomiast aprobatę i szacunek. Kultura chrześcijańska tymczasem, na co wielokrotnie wskazuje Ramana, wcale nie zaprzecza, że człowiek nie jest bogiem:

„Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście. Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: “Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: “Jestem Synem Bożym?” (J 10: 34-36).

W powyższym cytowaniu Jezus nawiązuje do Starego Testamentu, w którym takie stwierdzenia niejednokrotnie padały, choćby wspominając Psalmy: „Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego” (Ps 82: 6). Koncepcja bycia Bogiem nie jest zatem obca judaizmowi, ani tym bardziej chrześcijaństwu.

Mahariszi bardzo często odwołuje się do słów Jezusa, który takie rozumienie sugeruje. Jednocześnie Ramana dość jednoznacznie stwierdza, że pojęcie Boga jest koncepcją umysłu, błędną jak i wszystkie inne koncepcje. Poszukiwanie Boga i oddanie mu swojej woli jest jedną z praktyk hinduskich, bhakti, której zadaniem jest eliminacja ego. Choć samo przyjmowanie istnienia Boga Mahariszi uznaje za błąd, zaznacza praktyczną użyteczność takiej koncepcji. Zauważa jednocześnie, że jakiekolwiek wyobrażenie owego boga nie powstanie, jest zawsze jedynie iluzją poszukiwacza, a nie jakąkolwiek obiektywną prawdą. Podobnie jest z koncepcją karmy i reinkarnacji, które mimo nie posiadania obiektywnej egzystencji okazują się użyteczne w osiągnięciu Wyzwolenia.

Podobne podejście do spraw boskich prezentuje buddyzm. Choć obecni wyznawcy buddyzmu posługują się wieloma hinduskimi zapożyczeniami, w szczególności opływające mistycyzmem wierzenia tybetańskie, to sam Budda daleki był od roztrząsania kwestii boga i istot boskich, skłaniając się ku twierdzeniu, że wszystkie te idee pochodzą z ignorancji. Zamiast zagłębiać się w iluzje umysłu sugeruje on, podobnie jak Mahariszi, by skoncentrować swoją uwagę na eliminacji owych iluzji i na osiągnięciu Oświecenia. Jakakolwiek próba opisania rzeczywistości jest z założenia płonna. Bóg – niebóg, dusza – brak duszy, wieczność – skończoność, wszystkie te wyrażenia nie posiadają możliwości opisania rzeczywistości absolutnej. Założenia wedanty są identyczne – można jedynie negować, a nie potwierdzać rzeczywistość, na co wskazuje Ramana przykładem panny młodej, która zaprzeczaniem wskazuje swój wybór.

Bhagawan uznaje wszystkie boskie terminy za synonimy Jaźni. Bóg, Iśwara, Śiwa, Absolut, Brahma, Kosmiczna Świadomość etc. oznaczają wszystkie jedno i to samo – siebie samego. Celem jest więc poznanie własnej jaźni, odkrycie faktu, że się po prostu jest, zauważenie własnej egzystencji.

Projekcja rzeczywistości

Ramana Mahariszi często nawiązuje do seansu kinowego oraz do odbicia w lustrze. Film wyświetlany na ekranie bardzo dobrze obrazuje iluzję rzeczywistości. Dzisiaj mamy możliwość poznawania wirtualnych światów generowanych przez komputery, co jeszcze bardziej uzmysławia trafność porównania do ekranu. Ramana twierdził, że widzi Matrix, w którym istnieje, a nie materialny świat. Matrix ten nie ma żadnej formy materialnej. Jest w pełni wirtualny na wszystkich swoich poziomach. Choć sto lat temu wirtualna rzeczywistość nawet w umysłach najśmielszych fantastów wybrzmiewała dość abstrakcyjnie, dziś stanowi podstawę naszej egzystencji, dając głęboki bodziec do namysłu nad zasadnością stawianych przez Ramanę tez.

Inną sprawą jest użycie przykładu lustra, w którym odbija się jedynie jaźń patrzącego. Według Ramany istnieje jedynie Jednia, jedno niepodzielne i wszech-przenikające Istnienie, Czysta Jaźń. Owa Jaźń odbija się w umyśle, projektując siebie samą jako inne osoby, zewnętrzne przedmioty, cały kosmos. Wszystko pochodzi z Jaźni i jest Jaźnią. Nie ma nikogo innego, kogo można by o cokolwiek obwinić. W zwierciadle odbija się wyłącznie Jaźń (ang Self – Ja Sam). Cała ta różnorodność powstaje w wyniku pewnych zniekształceń. Postać oglądana w krzywym zwierciadle jest wszak nikim innym, niż odwzorowaniem (zniekształconym) stającego przed nim oglądającego. Oglądający widzi przed sobą karła lub postać tyczkowatą, tudzież gruszkowatą, o wybałuszonych oczach lub nieproporcjonalnych nozdrzach. Ciągle jednak jest to odbicie tej samej postaci, która spogląda w lustro. Zwraca na to uwagę Ramana, zwraca Budda, podkreśla Jezus, formułując swoją zasadę miłości: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Odbicie w lustrze wydaje się być kluczową nauką nie tylko Ramany, ale i większości mistrzów uważanych za Oświeconych.

Ramana zwraca uwagę na fakt, że cała doświadczana rzeczywistość powstaje de facto w umyśle i poza nim wcale nie musi istnieć. Fale elektromagnetyczne pobudzają siatkówkę oka, receptory której wytwarzają energię elektryczną. Owa energia elektryczna systemem nerwowym, niczym przewodami elektrycznymi, przekazywana jest do centralnego ośrodka nerwowego. Mózg dekoduje owe sygnały elektryczne, zamieniając je w paczkę danych. Dopiero ta paczka danych zamieniana jest w umyśle na oglądany obraz. Pręciki na powierzchni bębenka ucha poruszają się w takt zmieniającego się ciśnienia powietrza, produkując, podobnie do siatkówki oka, sygnał elektryczny, a następnie przesyłają go systemem nerwów do mózgu. Ówże mózg dopiero zamienia, podobnie do sygnałów z oka, sygnał elektryczny na dane, które następnie umysł identyfikuje jako dźwięk. Identycznie działają zmysły smaku, węchu i dotyku. We wszystkich tych przypadkach mózg otrzymuje poprzez system nerwowy sygnały elektryczne, które po zdekodowaniu zamienia w paczki danych. Dopiero na podstawie tych paczek danych umysł tworzy doświadczany świat, budując wrażenie oglądania go, słyszenia, dotykania, smakowania i wąchania.

Na podstawie dzisiejszej wiedzy możemy zatem bezsprzecznie przyjąć, że świat istnieje w umyśle i tworzony jest w nim na podstawie danych sensoryczny. Nasuwa się jednak pytanie, czy materialny świat jest w ogóle potrzebny do tego procesu tworzenia, czy też dane sensoryczne mogą zostać również samodzielnie wygenerowane przez sam umysł? Obecna technika komputerowa wręcz narzuca skojarzenie, że świat w całości może być wirtualny, bez konieczności posiadania jakiegokolwiek swojego fizycznego odpowiednika. Dane ze zmysłów, na podstawie których umysł generuje wrażenie doświadczania świata, również mogą pochodzić z umysłu. Wszak tak właśnie powstaje świat snu, w którym wrażenia zmysłowe nie mają swojego fizycznego bodźca. Ramana Mahariszi zwraca szczególną uwagę na podobieństwo świata snu ze światem jawy, sugerując dążenie do przebudzenia, jako vademecum na poznanie prawdy o Istnieniu.

Przebudzenie

Przebudzenie na jawie ma według Ramany wiele wspólnego z wybudzeniem się ze snu. Obudzony dystansuje się mentalnie od śnionych podmiotów, zdając sobie sprawę z braku ich realnej egzystencji. Czy po przebudzeniu nadal się zamartwiasz o osoby spotkane we śnie? Czy pragniesz, aby one też się obudziły? – współczująco naśmiewa się z koncepcji hinduskich oraz buddyzmu mahajany, w których taka filozofia króluje. Chcesz naprawiać świat? Napraw siebie! – grzmi ze swojej sofy. Kluczem wyzwolenia świata jest realizacja własnej Jaźni.

Podobnie nauczał Budda. Zadaniem mnichów jest osiągnięcie Oświecenia, a nie praca na rzeczy innych. Koncepcja bodhisattwy powstała około pięć wieków po śmierci Buddy, gdy jego nauki uległy znacznej hinduskiej transformacji. Przebudzenie wywołuje naturalne zobojętnienie na nierzeczywisty świat. Człowiek staje się beznamiętny, co Ramana wielokrotnie podkreśla (np. Rozmowa 625). Podobne przykłady emanują z tekstów buddyjskich tradycji therawady, w której Arahant staje się kompletnie obojętny na otoczenie.

Inną cechą przebudzenia, a która wskazuje na nieciągłość rzeczywistości, można znaleźć w rozmowie 644. Ramana przytacza budynek widziany podczas snu. Mimo iż jest on jedynie iluzją, śniący może przypomnieć sobie jego prace budowlane (jeśli śniona opowieść go w tej sytuacji umieściła), może także teoretyzować na temat jego powstania, zakładając istnienie ekipy budowlanej, bądź technik konstrukcyjnych. Nawet pojawiająca się pamięć dotycząca powstania śnionych obiektów, choć podczas snu wyglądająca wiarygodniebodhi, jest w rzeczywistości jedynie częścią iluzji. Ramana delikatnie swoim rozmówcom sugeruje, że cała rzeczywistość i wiedza o niej jest jedynie mają, iluzją podobną do tej ze śnionych opowieści. Także pamięć o przeszłości nią jest. Podczas śnienia wystarczy przypomnieć sobie fakt ze śnionej opowieści, a dane o przeszłości pojawiają się wówczas w umyśle, konstytuując rzekomą ciągłość czasu. Tymczasem opowieść zaczyna się od środka – wraz ze swoją przyszłością, jak i przeszłością, które są generowane w czasie teraźniejszym. Według Ramany Maharisziego nie należy więc przeszłości brać na poważnie. Należy pozostawać w tu i teraz, ciesząc się Wieczną Błogością Jaźni, Rajem na ziemi, nirwaną, Królestwem Niebieskim, w pełni świadomym śnieniem…

1W tekście ewangelii owo tłumaczenie uznawane jest za błędne. Istnieją dwa równoległe wytłumaczenia. Jedno zakłada błędne tłumaczenie hebrajskiego słowa „cuma”, które jest podobne do słowa „wielbłąd”. Drugie nawiązuje do „Ucha igielnego”, które jest nazwą niewielkiej bramy w murach Jerozolimy. Niemniej oba błędy nie zmieniają treści samego przesłania.

2Najnowsze badania nad tekstami buddyjskimi sugerują, że Cztery Szlachetne Prawdy zostały sformułowane jakiś czas po śmierci Buddy. Zostały dodane do kanonu przez jego naśladowców, niemniej jednak są w pełni zgodne z treścią Dhammy Buddy, stanowiąc jej zgrabne podsumowanie.

  • 21
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    21
    Shares

Be the first to comment

Leave a Reply

Specify Instagram App ID and Instagram App Secret in Super Socializer > Social Login section in admin panel for Instagram Login to work